Menu

Wiewiora Wygrywa z Rakiem

historia małej Wiewióry

Początek historii...

wiewiorawygrywazrakiem

Kiedy masz trzydzieści parę lat ostatnią rzeczą o której myślisz to fakt, że możesz zachorować na nowotwór. Ta myśl jest tym bardziej niewyobrażalna, jeśli dbasz o siebie, pamiętasz o profilaktyce i co roku wykonujesz badania, które mają wyłapać potencjalną chorobę zanim się rozwinie. Zwłaszcza, jeśli choroba teoretycznie rozwija się od siedmiu do dziesięciu lat. Teoretycznie.

Do chwili obecnej nie wiem, co poszło nie tak: czy choroba rozwinęła się wyjątkowo szybko czy cytologie, które miałam regularnie robione były wykonywane w sposób niewłaściwy (patyczkiem, a nie szczoteczką). Efekt jest jeden: 17 lipca 2017 roku dowiedziałam się, że mm guz wielkości 4cm a diagnoza, która zwaliła mnie z nóg brzmiała: rak szyjki macicy o najwyższym stopniu złośliwości –G3.

Błyskawicznie rozpoczęła się walka z chorobą. W ciągu trzech miesięcy przeszłam operację, oraz uzupełniającą, pięciotygodniową radio chemioterapię. Już na początku leczenia okazało się, że nowotwór wyszedł poza samą szyjkę i przeniósł się do dziewięciu węzłów chłonnych. Nie brzmiało to zbyt optymistycznie, ale szybko okazało się, że mój organizm ma równie wielką ochotę na wygranie z chorobą jak ja i cały proces leczenia przeszłam wyjątkowo dobrze. Między chemiami szyłam sukienkę i organizowałam ślub planowany na grudzień – przecież nie mogłam pozwolić na to, aby rak wywrócił całe moje życie do góry nogami. Po wyczerpującym leczeniu przyszedł czas na uspokojenie, radość wynikającą remisji – przez krótki czas była mi dana wiara w to, że rak odszedł na dobre, zostawiając jedynie blaknące wspomnienia i nowe spojrzenie na życie, które jeszcze bardziej karze cieszyć się każdą chwilą.

Niestety ten spokój nie trwał długo. Już na wiosnę pojawił się nawrót choroby. Tym razem, na szczęście, udało się wyłapać pierwsze symptomy na wczesnym etapie. Karuzela zaczęła się na nowo – kolejna operacja – i decyzja o kolejnej chemii: uderzamy z mocniejszą terapią, aby wybić wszelkie niebezpieczne komórki krążące moim organizmie.

Teraz jestem już w połowie chemi, przede mną jeszcze trzy cykle. Potem prawie rok leczenia uzupełniającego.

Ten blog to opowieść o mojej walce, moim leczeniu. To opowieść o pasji do życia i o cieszeniu się każdą chwilą jaką się dostaje.

O tym, że w najczarniejszych momentach życia możesz znaleść w sobie pierwiastek superbohatera :)wiewiorka

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Kasia] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Aniu, dziękuję, że o tym piszesz. Niech moc będzie z Tobą Wiewióro

© Wiewiora Wygrywa z Rakiem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci