Menu

Wiewiora Wygrywa z Rakiem

historia małej Wiewióry

"Komu bije dzwon"

wiewiorawygrywazrakiem

 

 

Chodzi za mną ostatnio piosenka Kultu. Chodzi za mną i niemiłosiernie wciska się w moje myśli. Gdy tylko zamknę oczy słyszę powtarzające się:

„(…) Bim-bom, bam-bim-bom*
Skąd wiedzieć wszystko, komu bije dzwon”

Na poczatku ta piosenka mnie przerażała, ale teraz myślę, że jest w jej słowach mądrość. Moja choroba sprawiła, że bardziej świadomie myślę o swoim życiu. Mam takie przeświadczenie, że funkcjonuje w pożyczonym czasie, ponieważ przez ostatnie lata tyle rzeczy mogło pójść nie tak i najzwyczajniej w świecie mogłoby mnie tu nie być. To tak, jakbym miała powieszony w swoim mózgu neon „memento morii”. Czy trzymam go włączonego przez cały czas? No nie, bo to pobierałby zbyt dużo energii życiowej i przesłaniał inne funkcje. Czasem jednak, w chwilach takich jak ta, neon zaczyna pulsować delikatnym światłem i zdaje się mi mówić „ceń to, co masz, ciesz się chwilami. Ciesz się tym, co Cię otacza. Chłoń to: Znowu jest wiosna. Znów możesz patrzeć jak w ogrodzie u Mamy rosną krokusy. Znów idziesz na kawę z Siostrą. Znów masz okazję zjeść pyszny obiad z Mężem. Znów dorwałaś książkę, która Cię pochłonęła na długie godziny” To magia małych chwil, które budują szczęście. W moim życiu pojawiło się przeświadczenie kruchości, która sprawia, że bardziej doceniam to, co mam i daje mi to więcej radości. Pewnie wolałabym do takich przemyśleń dochodzić latami, bez medycznych atrakcji, ale myślę, że nie trzeba przejść ciężkich doświadczeń, żeby zacząć się cieszyć każdym dniem. W biegu, w stresie, w codzinnych kłopotach warto usiąśc na koniec dniai poszukać choć  jednej dobrej rzeczy, która wywołała uśmiech na twarzy. Stąd już tylko krok to sprawienia, aby takich momentów było jak najwięcej. Zabrzmiało trochę patetycznie, ale u mnie zadziałało :D 

Cieszmy się każdym dniem:

„Znowu dziś widzę zachód słońca Znowu udało się doczekać końca (…)”

„(…)Więc głowa do góry, gdy dzień wstaje rano Od tego są nogi, by łazić na nich We dni, czy gorsze, czy lepsze Ten jest ostatni, który nie pierwszy.”

P.S. Kazik, niezłą piosenkę napisałeś :)

P.S.2 na zdjęciu są krokusy z ogródka mojej Mamy - wiosna przyszła :D

 * "Komu bije dzwon" Kult, 1998

krokus5

 

Trochę chwalenia :D

wiewiorawygrywazrakiem

Odkąd sie rozchorowałam, poza wyzdrowieniem, postawiłam sobie  jeszcze jeden cel: opowiadanie o tym co mnie spotkało. Uświadamianie innym tego, o czym ja się dowiedziałam za późno - o konieczność WŁAŚCIWEJ profilaktyki. Dziś miałam okazję dotrzeć do jeszcze większej grupy odbiorców,którym mogłam powiedzieć: szczoteczką nie patyczkiem. I jeśli moje słowa sprawią, że choć jedna kobieta pojdzie zrobić cytologię, a na dodatek zapyta jaką metodą ma być zrobiona - to ja osiągnęłam kolejny mini sukces :D

@ Pytanie na śniadanie - dziękuję za poruszanie takich tematów!

Poniżej znajdziecie link do całej rozmowy:

http://pytanienasniadanie.tvp.pl/41376995/rak-szyjki-macicy-rozwinal-sie-mimo-regularnych-badan?fbclid=IwAR3cic-GxMIUSZhjyGpx9niDyNiCUVJVtBcNMfmjOjbNfDMaXm4jTDtY2gI

 

Nie samymi lekami...

wiewiorawygrywazrakiem

 

Od kiedy zachorowałam wielokrotnie słyszałam, że w radzeniu sobie z chorobą nowotworową jedną z najważniejszych rzeczy jest nastawienie.  W praktyce łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Pomimo tego, iż przez większość czasu starałam się podchodzić do tematu optymistycznie to w niektórych momentach ogarniała mnie najczarniejsza ciemność. Mroczne myśli wychodziły z szafy i wypełzały spod łóżka aby rzucić się na mnie, osaczyć z każdej strony zabierając dech w piersi.Trochę czasu minęło, zanim zrozumiałam, że z tymi koszmarami nie muszę sobie radzić sama - mogę poprosić o pomoc. Mogę porozmawiać z najbliższymi, a przede wszystkim poprosić o pomoc specjalistę. Panie psycholog, które spotykałam na swojej drodze pomogły mi nazwać swoje lęki. Pomogły mi wypowiedzieć to czym na początku nie chciałam "obarczać" nikogo z rodziny - przecież musiałam być "twarda". To te Panie sprawiły, iż uporządkowałam myśli i nauczyłam się jak i kiedy rozmawiać z najbliższymi. Bo jak pewnie się domyślacie trochę słabo rozmawiać z mężem o smierci w podróży poślubnej -  lepiej już po, żeby go tak całkiem nie wystraszyć :D

Dzięki nim zrozumiałam, że moje potrzeby są ważne i mam prawo do wszytskich emocji - ważne jest natomiast to, że jak sobie z nimi poradzę. W pełni zrozumiałam, że nie "muszę" i "powinnam" ale "chce" i "mogę" - To ogromnie ważne  w chorobie, która w duzym stopniu zabiera w  możliwość wyboru i poczucie kontroli nad  życiem. Dlatego jeśli macie problem, zmagacie się z trudną sytuacją to nie trzymajcie tego w sobie; podzielcie się swoimi obawami z kimś komu ufacie: z rodzina znajomymi. Nie bójcie się odwiedzić psychologa, bo oni nie gryzą ;) Na początku przeszło mi przez myśl: "co ludzie powiedzą. Nie dość że chora na raka to jeszcze na głowę"  Ale wiecie co? Już zawsze będę wdzięczna drobniutkiej Pani Psycholog, która podeszła do mnie w pierwszy dzień pobytu w szpitalu proponując rozmowę I drugiej Pani, w trakcie spotkania z którą mogłam sobie przeklinać przez łzy. Te spotkania dały mi tak potrzebna siłę.

Emocje i przekonania to taki dziwny twór nad którym trzeba nieustannie pracować dlatego ja ten weekend spędziłam z Krzyśkiem na warsztatach dla osób chorych i ich bliskich prowadzonych wg. metody Simontona. Te dwa dni pozwoliły nam zrozumieć lepiej swoje trudnośći i zasoby; oczekiwania i utrwalony sposób postępowania. Czy zdarzą nam się trudne chwile? Na pewno! Czy dzięki pracy nad swoimi relacjami i komunikacją będzie nam łatwiej? Ja jestem o tym przekonana!

ps. Ogromnie dziękuję Warszawskiemu Centrum Psychoonkologii za wspaniałe warsztaty. Robicie cudowną rzecz dla osób chorych i wspierających <3

na_bloga_53

 

na_bloga_11

Na koniec i na początek

wiewiorawygrywazrakiem

Koniec roku skłania do przemysleń: zastanawiamy się nad tym co się wydarzyło, jakie plany udało się zrealizować, co poszło nie do końca po naszej myśli. Ja rownież nie oparłam się tej tradycji i spróbowałam spojrzeć z dystansu na to, co przyniósł mi 2018. I może wyda się to Wam dziwne (ja byłam zszokowana gdy sobie to uświadomiłam) ale miniony rom był chyba najlepszym w moim życiu. To byl z jednej strony rok wielkiego rozczarowania kiedy okazało się, ze leczenie radykalne się nie udało. Z drugiej jednak strony mijające dwanaście miesięcy przyniosło mi niesamowitą ilość pozytywnych emocji. Poznałam mnóstwo cudownych osób, które pomagaja innym na wiele sposobów. Okazało się, ze mogę liczyć na pomoc znajomych i zupełnie obcych mi ludzi wspierających mnie w leczeniu. Spędziłam cudowne chwile z rodzina i znajomymi siedząc, spacerując, rozmawiając i milcząc. Wspólnie oglądając w filmy, wędrować po lasach czy grając w gry. Niedawno obchodziłam tez pierwsza rocznice ślubu i muszę Wam powiedzieć ze bycie zoną tak fantastycznego męża jak mój jest świetna sprawą. Miałam tez zaszczyt zostać jedną z bohaterek książki "Kobieta" i uczestniczyć w akcji "Zdrowiej" stworzonej z myślą o pacjentach onkologicznych. Wiele wrażeń, wiele doświadczeń, w których przekraczałam swoje granice i wychodziłam do ludzi mówiąc o sprawach, które kiedyś byłyby dla mnie trudne. Czasem rożne osoby pytają mnie czy choroba zmienia coś w życiu. Czy świat staje się inny. Mogę z pełna odpowiedzialnością powiedzieć, ze dla mnie stał się piękniejszy. Nauczyłam się doceniać każdy poranek kiedy mogę wstać rano i robić to co zaplanowałam. Nauczyłam się tez nie mieć planów, bo czasem warto sobie pozwolić na nic nie robienie: na dzień spędzony na kanapie z dobra książka i pyszną herbatą. Czasem warto pójść z siostrą na kawę, z mężem na spacer, z koleżanką do kina.(albo w innej konfiguracji ;) to są chwile, które tworzą szczęście. Chwile, które warto doceniać i je pielęgnować. Trochę żałuje ze tego momentu zatrzymania, zadbania o chwile dla siebie i najbliższych musiała mnie nauczyć choroba, ale przecież lepiej późno niż wcale. W tym 2019 życzę Wam optymizmu, radości i szukania chwil szczęścia nawet w sytuacjach, które z pozoru mogą się wydawać beznadziejne. Przecież nawet po najczarniejszej nocy przychodzi świt.

Podróż z dawna wyczekiwana

wiewiorawygrywazrakiem

Jest takie przysłowie, które mówi, ze co się odwlecze to nie uciecze i ja właśnie przekonuje się na własnej skórze, ze to najprawdziwsza prawda ��. Kiedy brałam ślub w grudniu zeszłego roku byłam przekonana, ze całe leczenie za mną i już wkrótce pojadę w fantastyczną podróż poślubną. Na początku roku było jednak za wcześnie na dalekie wyprawy. Zanim byłam gotowa do podróży rak znów się odezwał i wszelkie plany, w tym te wycieczkowe, na 2018 wywróciły się do góry nogami: marzenia o ciepłych krajach musiałam odłożyć na półkę, a strój kąpielowy zamieniłam na szpitalna piżamę. Ale, ale jak widać na podróż poślubna nigdy nie jest za późno i zaczynam 2019 w samolocie lecąc na Teneryfę. 5CE159FF0C144FBFA456C2F31981799C Kazdego dnia choroba uczy mnie cierpliwości. Już wiem, że warto czasem chwile poczekać i wówczas nawet to, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe staje się rzeczywistością! Słońce, oceanie, pyszne jedzenie: Nadchodzimy��

 

© Wiewiora Wygrywa z Rakiem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci