Menu

Wiewiora Wygrywa z Rakiem

historia małej Wiewióry

Wpis urodzinowy

wiewiorawygrywazrakiem

No i stało się: jutro obchodzę 35 urodziny. Teraz już będzie bliżej niż dalej do mitycznej 40tki. Jeszcze w liceum i na studiach myśląc o tym wieku sądziłam, że to moment, w którym człowiek kładzie się w trumnie i ziemią naciera. Teraz z zupełnie innego powodu zastanawiam się czasem czy będzie mi dane zdmuchnąć 40 świeczek na torcie. Od czasu do czasu, na kilka chwil pogrążam się w smutku i melancholii, a potem wracam do świata, który mnie otacza. Świata, który zaskakuje mnie każdego dnia. Sama o sobie mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że jestem optymistką widzącą wszystko przez różowe okulary. Ale nawet ja nie ogarniam tego, co się teraz wokół mnie dzieje. Zalała mnie fala wsparcia, dobrych słów i gestów. Do niedawna myślałam tylko o tym, żeby jak najdłużej przetrwać Teraz już wiem, że muszę nie tylko wygrać z chorobą, ale dożyć, co najmniej wieku 133 lat, żeby mieć czas na wypicie wszystkich kaw, na które zostałam zaproszona;)

Dwa miesiące temu głośno powiedziałam o swojej chorobie. Wcześniej chowałam się z nią trochę po kątach. Bałam się tego, co ludzie powiedzą, jak zareagują. Zastanawiałam się czy będą traktowali mnie tak jak dotychczas. Grono wtajemniczonych było ograniczone do minimum. To była moja tajemnica, moja walka, moje zmagania.

I pewnie tak by zostało gdyby nie prozaiczny powód tak dobrze znany w polskiej służbie zdrowia: kasa. Klasyczny przykład: jest opcja leczenia, jedyny problem polega na tym, że jest ono nierefundowane w danym rozpoznaniu. Pomimo tego, że po raz pierwszy okazało się, iż moje niewielkie rozmiary mogą mi się przydać – Avastin podawany jest na kilogram masy ciała, to kwota powalała z nóg. Przyszedł czas na schowanie dumy do kieszeni i poproszenie o pomoc.

I kiedy to zrobiłam zaczęła się dziać magia. Magia, która dotyka tak wielu obszarów... Do tej pory nie mogę uwierzyć jak wiele osób postanowiło mnie wesprzeć: przyjaciele, znajomi oraz Ci, którzy nigdy mnie nie spotkali i nigdy o mnie wcześniej nie słyszeli. Spirala wydarzeń zaczęła zataczać coraz szersze koło. Zaczęło się w pracy od działań, w które zaangażowało się ponad 600 osób, potem był bieg charytatywny Warsaw Business Run – ponad 30 osób postanowiło przebiec łącznie 126 km z logiem wiewióry na piersi. Niesamowitą skalę osiągnęły aukcje w ramach grupy Pancerz dla Wiewióry, łącząc blisko 2000 osób. Jeden ze sklepów internetowych postanowił przeznaczyć cześć zysków ze sprzedaży trzech modeli swoich koszulek (ja dumnie prezentuję jeden z nich z zdjęciu :) Nie mogłam powtrzymać łez, kiedy otworzyłam kopertę z przesyłką, a w środku koszulki znalazłam kartkę ze słowami wsparcia. Nie zapominam o ani jednej osobie, która poświeciła swój czas na rozmowę ze mną albo wsparła mnie zupełnie po cichu. Teraz już wiem, że dzięki Wam, każdego dnia dostaje najcudowniejsze prezenty urodzinowe, o jakich nawet nie marzyłam i nie mogłam się ich spodziewać.

Teraz już wiem, mam namacalny dowód na to, że jeśli poprosisz o pomoc to znajdą się ludzie, którzy pomogą Ci przejść przez sytuacje na pierwszy rzut oka nierozwiązywalne <3

Dziękuję Wam całym swoim sercem!

koszulka

 

Początek historii...

wiewiorawygrywazrakiem

Kiedy masz trzydzieści parę lat ostatnią rzeczą o której myślisz to fakt, że możesz zachorować na nowotwór. Ta myśl jest tym bardziej niewyobrażalna, jeśli dbasz o siebie, pamiętasz o profilaktyce i co roku wykonujesz badania, które mają wyłapać potencjalną chorobę zanim się rozwinie. Zwłaszcza, jeśli choroba teoretycznie rozwija się od siedmiu do dziesięciu lat. Teoretycznie.

Do chwili obecnej nie wiem, co poszło nie tak: czy choroba rozwinęła się wyjątkowo szybko czy cytologie, które miałam regularnie robione były wykonywane w sposób niewłaściwy (patyczkiem, a nie szczoteczką). Efekt jest jeden: 17 lipca 2017 roku dowiedziałam się, że mm guz wielkości 4cm a diagnoza, która zwaliła mnie z nóg brzmiała: rak szyjki macicy o najwyższym stopniu złośliwości –G3.

Błyskawicznie rozpoczęła się walka z chorobą. W ciągu trzech miesięcy przeszłam operację, oraz uzupełniającą, pięciotygodniową radio chemioterapię. Już na początku leczenia okazało się, że nowotwór wyszedł poza samą szyjkę i przeniósł się do dziewięciu węzłów chłonnych. Nie brzmiało to zbyt optymistycznie, ale szybko okazało się, że mój organizm ma równie wielką ochotę na wygranie z chorobą jak ja i cały proces leczenia przeszłam wyjątkowo dobrze. Między chemiami szyłam sukienkę i organizowałam ślub planowany na grudzień – przecież nie mogłam pozwolić na to, aby rak wywrócił całe moje życie do góry nogami. Po wyczerpującym leczeniu przyszedł czas na uspokojenie, radość wynikającą remisji – przez krótki czas była mi dana wiara w to, że rak odszedł na dobre, zostawiając jedynie blaknące wspomnienia i nowe spojrzenie na życie, które jeszcze bardziej karze cieszyć się każdą chwilą.

Niestety ten spokój nie trwał długo. Już na wiosnę pojawił się nawrót choroby. Tym razem, na szczęście, udało się wyłapać pierwsze symptomy na wczesnym etapie. Karuzela zaczęła się na nowo – kolejna operacja – i decyzja o kolejnej chemii: uderzamy z mocniejszą terapią, aby wybić wszelkie niebezpieczne komórki krążące moim organizmie.

Teraz jestem już w połowie chemi, przede mną jeszcze trzy cykle. Potem prawie rok leczenia uzupełniającego.

Ten blog to opowieść o mojej walce, moim leczeniu. To opowieść o pasji do życia i o cieszeniu się każdą chwilą jaką się dostaje.

O tym, że w najczarniejszych momentach życia możesz znaleść w sobie pierwiastek superbohatera :)wiewiorka

 

© Wiewiora Wygrywa z Rakiem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci